czwartek, 30 marca 2017

"Sen o tropikach" - bezglutenowa tarta urodzinowa z gorącym sosem z mango

Dziś moje urodziny, więc nie może zabraknąć czegoś słodkiego :) W zeszłym roku był tort, a tym razem postawiłam na cieplutką tartę z orientalno-tropikalną nutą, bo marzą mi się już wakacje, najlepiej na jakiejś rajskiej plaży, może Karaiby, może indyjskie Goa, a może jakaś śródziemnomorska wysepka ;). 
Zainspirowana podróżami i serkiem Apetina Papaja i Curry, wymyśliłam tartę na bezglutenowym spodzie z dodatkiem mąki kokosowej i płatków quinoa, wypełnioną sernikowym nadzieniem i owocami. Znajdziecie tu ananas, granat i świeże figi, a wszystko posypane jest płatkami kokosa i zapieczone. Ciasto podłam jeszcze ciepłe, z granatem, melisą i gorącym sosem na bazie mango z dodatkiem kardamonu. Zapraszam!

Składniki:

50 gram mąki quinoa
50 gram płatków quinoa
100 gram mąki kokosowej
80 gram mąki z tapioki
100 gram oleju kokosowego
100 gram cukru kokosowego 
2 łyżki wiórków kokosowych
5 jajek
3 łyżeczki mielonego kardamonu
1 łyżeczka mielonego cynamonu
szczypta soli
pół startego ziarna bobu tonka (można zastąpić wanilią)
2 grube plastry ananasa
1 świeża figa
2 łyżki płatków kokosowych
4 łyżki ziarenek granatu 
1 dojrzałe mango
1 łyżka miodu 
100 ml wody
świeże listki melisy
Wykonanie:

Z sypkich składników odkładamy 20 gram cukru kokosowego, 3 łyżki mąki kokosowej i 2 łyżki mąki z tapioki. Pozostałą mąkę, cukier, wiórki kokosowe i płatki quinoa mieszamy z dwoma jajkami, olejem kokosowym, łyżeczką cynamonu i łyżeczką karadamonu, zagniatamy ciasto. Wkładamy je na godzinę do lodówki.
Po tym czasie wyjmujemy ciasto i wylepiamy nim formę do tarty, nakłuwamy spód. Wkładamy na 10 - 15 minut do piekarnika nagrzanego do 170 stopni, aby ciasto podpiekło się delikatnie  (dobrze jest użyć łańcuszka do tarty).  Wyjmujemy do przestygnięcia i w tym czasie przygotowujemy nadzienie sernikowe.
Z pozostałych trzech jajek oddzielamy białka od żółtek. Białka ubijamy ze szczyptą soli na gęsta pianę. Żółtka ucieramy za pomocą miksera z 20 gramami cukru kokosowego, gdy cukier się rozpuści dodajemy stopniowo serek, 3 łyżki mąki kokosowej i 2 łyżki mąki z tapioki oraz startą tonkę. Kiedy składniki dobrze się połączą, mieszamy je z ubitą pianą z białek. Masę wylewamy na spód tarty, układamy na niej kawałki ananasa, plasterki figi, wszystko posypujemy płatkami kokosa. 
Tak przygotowane ciasto wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni i pieczemy około 45 minut, następnie kolejne 20 minut przy uchylonym piekarniku.
W czasie gdy ciasto się piecze, przygotowujemy sos. Mango obieramy, miąższ kroimy na kawałki i blendujemy z miodem, wodą i 2 łyżeczkami kardamonu, a następnie podgrzewamy.
Tartę podajemy jeszcze ciepłą, posypaną owocami granatu, ozdobioną listkami melisy i polaną gorącym sosem mango. 
Smacznego :)

wtorek, 28 marca 2017

Kremowa zupa z kiszonych ogórków, naturalnego serka i quinoy z chipsami z papieru ryżowego

Bardzo lubię aromatyczne rozgrzewające zupy, a jeśli w dodatku maja gładką kremową konsystencję i ciekawe dodatki, to jestem w kulinarnym niebie. 
Mam oczywiście na takie dania swoje patenty, jednym z nich jest używanie domowych wywarów i bulionów, które są świetną bazą, drugim zagęszczanie zupy quinoą, a jeszcze innym uzyskiwanie aksamitnego smaku i konsystencji dzięki naturalnemu kremowemu serkowi. 
Ostatnio wymyśliłam i często używam, jako uzupełnienie i dekorację dań, chipsy domowej roboty z papieru ryżowego. Warto dodać do zupy zioła, kiełki, albo czarną quinoę, która jest bardziej chrupka niż biała i świetnie sprawdza się w roli dodatku do zup, sałatek, a nawet deserów. 

Składniki:

2/3 szklanki białej ugotowanej quinoy
300 gram kiszonych ogórków
1 mała marchewka
1 mała cebula
600 ml wywaru na kościach wołowych
pół pęczku koperku
2 łyżki ugotowanej czarnej quinoy
kilka kiełków groszku 
kilka plasterków papryki pepperoni
plasterki kiszonego ogórka, listki kolendry i bazylii (do przybrania)
1 arkusz papieru ryżowego
3 łyżki smalcu, lub oleju kokosowego (do smażenia) 
2 ząbki czosnku
kilka plasterków imbiru
łyżeczka kurkumy
liść laurowy
ziele angielskie
suszone liście selera
pieprz
sól

Wykonanie:

Do wywaru z kości wrzucamy obrane i przecięte wzdłuż marchew i szalotkę oraz pokrojony w plasterki czosnek, dodajemy przyprawy - liść laurowy, ziele angielskie, kurkumę, suszone liście selera, plasterki imbiru, kilka ziarenek pieprzu. Gotujemy pod przykryciem, aż warzywa zmiękną, w razie potrzeby (jeśli nie soliliśmy wcześniej wywaru) doprawiamy solą. Na koniec dodajemy pokrojone w plasterki ogórki i quinoę, gotujemy 5 minut i odstawiamy, żeby zupa trochę przestygła (tak, abyśmy mogli ją zmiksować bez szkody dla blendera).
W tym czasie przygotowujemy chipsy z papieru ryżowego. Papier tniemy na kawałki (mniej więcej o wymiarach 3 na 5 cm - 4 na 6 cm). W małym garnuszku podgrzewamy tłuszcz, gdy jest już bardzo gorący wrzucamy pojedynczo po kawałku papieru ryżowego, gdy zamieni się w chips (prażynkę) natychmiast go wyjmujemy (ja sobie radzę dwoma widelcami) i kładziemy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, żeby odsączyć tłuszcz. Gdy już usmażymy całą partię delikatnie je solimy.
Gdy zupa już trochę przestygnie dodajemy do niej 2-3 łyżki kremowego naturalnego serka (ja użyłam serka Apetina), posiekany koperek i bardzo dokładnie blendujemy zupę, tak aby miała gładką kremową konsystencję. W razie potrzeby podgrzewamy ją jeszcze raz, do temperatury optymalnej do podania.
Po nalaniu na talerze dekorujemy zupę czarną quinoą, kiełkami groszku, ziołami i plasterkami ostrej papryczki, można też dodać dodatkową łyżkę serka. Na sam koniec tuż przed podaniem, układamy na wierzchu chipsy z papieru ryżowego i gotowe.
Życzę Wam smacznego obiadu :)

niedziela, 26 marca 2017

Pasta kanapkowa z portugalskich rybek carapau, smaczlliwki i quinoy

Miałam ochotę na jakąś pastę rybną, chyba odczuwam już po całej zimie deficyt witaminy D, więc otworzyłam puszkę tajemniczych rybek w oliwie z oliwek, którą kupiłam w portugalskim sklepiku. Nie mam pojęcia jak prawidłowo nazywają się po polsku, zatem zostałam przy ich nazwie z opakowania, może jakiś ichtiolog mnie poratuje i podpowie. Wyczytałam tylko w portugalskiej Wikipedii (o ile jest to wiarygodne źródło i na tyle na ile moja znajomość hiszpańskiego pozwala mi na zrozumienie języka ich sąsiadów ;)), że są to niewielkiej wielkości rybki z rodziny ostrobokowatych. Możliwe, że to po prostu małe ostroboki pospolite.
Zmiksowałam rybki ze smaczliwką i quinoą, dodałam do smaku trochę kiszonej limonki, doprawiłam solą i pieprzem i gotowe. 

Składniki:

6 łyżek ugotowanej białej quinoy
1 puszka rybek carapau w oliwie z oliwek
pół smaczliwki
kawałek kiszonej limonki (około 2 na 2 cm) 
świeżo zmielony pieprz
sól

Wykonanie:

Rybki wyjmujemy z puszki (bez oliwy) i blendujemy z połową smaczliwki, quinoą i kiszoną limonką (kiszone limonki można ławo przygotować, tak samo jak kiszone cytryny, przepis znajdziecie TUTAJ). Doprawiam solą i pieprzem, mieszamy i możemy smarować nasze bezglutenowe kanapki, placki, czy co tam chcemy. Smacznego :)

czwartek, 23 marca 2017

Sałatka z portulaką zimową, 'Niedźwiednikiem" i kolorową quinoą

Znacie już z pewnością moją słabość do sałatek, nie ma większej frajdy niż dobieranie ukochanych składników i łączenie ich w coś pięknego i pysznego, co można później ze smakiem zjeść. Szczególnie, jeśli produkty są tak genialne, że nie potrzebują nic, poza swoim wzajemnym towarzystwem, żadnych dodatkowych zabiegów, ubarwiania, doprawiania, jedynie odrobinę oliwy z oliwek, albo oleju lnianego i gotowe. Ta sałatka z pewnością trafi na listę moich ulubionych. 
Niektórzy z Was pewnie są ciekawi, czym jest zagadkowy "Niedźwiednik", a jest to jeden z najlepszych serów, jakie miałam okazję jeść. Wyrób regionalny wpisany na listę Dziedzictwa Kulinarnego Dolnego Śląska.  Jest to ser kozi, dojrzewający pół roku, a jego nazwa pochodzi od jednego ze szczytów w Karkonoszach, ale także od dodatku czosnku niedźwiedziego (już się cieszę na zbliżający się sezon na to cudo). Więcej o tym produkcie możecie przeczytać TUTAJ.
Niestety ze względów zdrowotnych musiałam ograniczyć ostatnio nabiał w mojej diecie niemal do zera, co chyba nawet widać na blogu. Nie mogę powiedzieć, że całkowicie, tylko dlatego, że nie potrafię sobie odmówić od czasu do czasu, takich rarytasów jak ten ser (ale dosłownie odrobinę, raz, dwa razy w miesiącu ;)). 
No to do dzieła!

Składniki:

1 szklanka ugotowanej trzykolorowej quinoy 
4 garście portulaki zimowej
8-10 cienkich plastrów koziego sera łomnickiego "Niedźwiedniki"
pół małej czerwonej cebuli
3-4 wędzone śliwki nowosądeckie
1 łyżka obranych pistacji
1 łyżeczka ziaren czerwonego pieprzu
2 łyżki oleju lnianego

Wykonanie:

Quinoę i portulakę wykładamy na talerze, dodajemy plastry sera, cebulę pokrojoną w półplasterki i ćwiartki wędzonych śliwek. Posypujemy pistacjami, czerwonym pieprzem i skrapiamy olejem lnianym. Do tego lampka czerwonego wytrawnego wina i ja już nic więcej nie potrzebuję :)

wtorek, 21 marca 2017

Bakaliowa rolada z jagodowym kremem, owocami i pierzgą pszczelą (bez glutenu, bez laktozy, bez pieczenia)

Zaczyna się wiosna, więc jest okazje, żeby świętować, a jak się świętuje to konieczne jest ciacho ;) Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu ta słodka  i zdrowa rolada. Wszystkim którzy mieli okazję spróbować, bardzo smakowało. Wierzę im na słowo i deser polecam, tym bardziej, że jest całkowicie bezglutenowy, bez laktozy i bez pieczenia, dzięki czemu zachowuje maksimum wartości odżywczych. Gdyby nie pierzga pszczela, byłby wegański, ale zdecydowałam się ją dodać, nie tylko ze względu na intrygujące walory smakowe, ale również na jej zbawienny wpływ na nasze zdrowie i odporność, co na przednówku jest bardzo ważne. Zresztą trudno chyba rozstrzygnąć do końca, który składnik tego pysznego deseru jest najzdrowszy, bo wszystkie są wyjątkowe ;) Masa na roladę zrobiona jest z suszonych owoców, mielonych orzechów i nasion, a krem jagodowy przygotowałam na bazie quinoy, nasion chia i mleka kokosowego.

Składnki:

1 szklanka ugotowanej białej quinoy
2/3 szklanki leśnych jagód (mogą być mrożone)
1 i 1/2 łyżki nasion chia
180 ml mleka kokosowego
3 łyżki wiórków kokosowych
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki cukru kokosowego 
2 łyżki roztopionego oleju kokosowego nierafinowanego
1 łyżka pierzgi pszczelej
2 łyżki wyłuskanych owoców granatu

7 dużych daktyli
8 suszonych fig
3 suszone morele
garść rodzynek
50 gram migdałów
50 gram pestek dyni
50 gram nasion słonecznika
50 gram orzechów włoskich
1 łyżka siemienia lnianego
2 - 3 łyżki mąki kokosowej 

kilka plasterków suszonego jabłka
pół świeżej figi
2 duże truskawki
kilka malin
kilka jagód
świeża melisa
jadalne kwiaty (u mnie begonie) 
dwa orzechy włoskie
kilka ziarenek granatu 

Wykonanie:

Nasiona chia należy dokładnie wymieszać z mlekiem kokosowym i odstawić na noc, aby napęczniały. Następnego dnia quinoę blendujemy z jagodami, puddingiem z chia, wiórkami kokosowymi, olejem kokosowym, sokiem z cytryny i cukrem kokosowym (składniki powinny być w temperaturze pokojowej, a olej roztopiony). Chowamy na godzinkę do lodówki masa powinna lekko zgęstnieć.
Migdały, pestki dyni, orzechy włoskie, słonecznik i siemie lniane mielimy na niezbyt drobną mąkę. Daktyle, figi, morele i rodzynki rozdrabniamy w malakserze (uwaga, jeśli któryś składnik jest mocno wysuszony, lepiej go wcześniej namoczyć). Do powstałej w ten sposób lepkiej mazi, dosypujemy zrobioną przed chwilą mąkę z orzechów i nasion i dokładnie wyrabiam, aż składniki się połączą. Powinniśmy uzyskać ciasto o konsystencji plasteliny. Jeśli masa wydaje się Wam zbyt miękka, należy dodać jeszcze trochę sypkich składników, lub łyżkę mąki kokosowej.
Tak przygotowane ciasto wykładamy na matę sylikonową, przykrywamy folią spożywczą i rozwałkowujemy (niezbyt cienko), a następnie zdejmujemy folię i przycinamy tak, aby uzyskać prostokąt. Można też wyłożyć prostokątną formę folią spożywczą i wylepić dno ciastem, a następnie wyjąć razem z folią. 
Masę smarujemy na całej powierzchni kremem jagodowym, posypujemy pierzgą i granatem i delikatnie zwijamy w rulon odlepiając jednocześnie folię, lub matę sylikonową. Roladę wkładamy na 2 godzinki do lodówki. Po tym czasie wyjmujemy ją i ozdabiamy plasterkami suszonego jabłka, świeżymi owocami,  orzechami, kwiatami i listkami melisy. Oczywiście jeśli macie inne pomysły na dekorację, własna inwencja jest jak najbardziej wskazana, warto się zainspirować bogatą ofertą sklepu internetowego Agnex (u dołu znajdziecie informacje o ich aktualnej promocji).
Życzę, żeby ta pyszna i zdrowa rolada smakowała Wam tak. jak tym wszystkim którzy już ją jedli ;)

poniedziałek, 20 marca 2017

Wielkanocna wegańska causa z majonezem bez jajek na oleju rzepakowym

Po publikacji przepisu na peruwiańskie causy otrzymałam prośbę o wersję wegańską. Ponieważ sama chętnie przygotowuję to danie na Wielkanoc, pomyślałam, że dla wegan, którzy nie mają raczej zbyt dużego wyboru wielkanocnych potraw, będzie to świetna propozycja. Może z powodzeniem zastąpić np. tradycyjną sałatkę jarzynową, do której jest trochę podobna w smaku. 
Wersja bez produktów pochodzenia zwierzęcego to nic trudnego, wystarczy zamienić kilka składników na ich wegańskie odpowiedniki i po kłopocie. Białko występujące zazwyczaj w postaci tuńczyka, kurczaka, lub krewetek, zastąpiłam brązową soczewicą. Zrezygnowałam z jajka, które najczęściej jest tylko ozdobą i zastąpiłam je mini marchewkami, szczypiorkiem, groszkiem, czarnymi oliwkami. W ten sposób powstała wiosenna i świąteczna dekoracja dania. No i oczywiście zrobiłam wegański majonez z aquafaby i oleju rzepakowego, dodałam też trochę kurkumy, aby nadać mu ładny żółty odcień. 
Zawsze na Wielkanoc przygotowuję samodzielnie majonez i zawsze używam do tego oleju rzepakowego. Trzymam się tego z kilku powodów, a mianowicie - olej rzepakowy ma neutralny smak, dzięki czemu mój majonez pasuje do każdego dania, po drugie cenię ten olej za wysoką zawartość witaminy K, o której ostatnio dużo się mówi w kontekście przyswajalności wapnia. Dla osób chorych na celiakię, nie jest to bez znaczenia, ponieważ są narażone na osteoporozę. Ponadto, nie można zapomnieć, że jest on doskonałym źródłem korzystnych dla zdrowia nienasyconych kwasów tłuszczowych. Mam też swój ulubiony ekologiczny olej, w który przed świętami zaopatruję się w dużej ilości, to już u mnie tradycja.
Tą wersje przygotowałam w słoiczku, moim zdaniem jest to najszybsza i najprostsza forma przygotowania causy, a wiadomo, że przed świętami każda minuta jest cenna. 

Składniki:
 
1 szklanka ugotowanej czerwonej quinoy
1 szklanka ugotowanej brązowej soczewicy
pół smaczliwki
700 gram ziemniaków
200 gram mrożonego zielonego groszku
30 ml aquafaby
200 ml tłoczonego na zimno ekologicznego oleju rzepakowego
2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka musztardy
1 łyżeczka octu jabłkowego
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki mielonej kozieradki
sok z jednej limonki
2 łyżki soku z kiszonych buraczków
sos z ostrych papryczek (dowolny, może być piri-pir, habanero itp)
kilka czarnych oliwek
kilka mini marchewek
pół pęczka szczypiorku
Wykonanie:

Ziemniaki, groszek i marchewkę gotujemy w osolonej wodzie i zostawiamy to przestygnięcia. 
Aquafabę ubijamy na gęstą pianę, gdy ją uzyskamy wlewamy powoli olej i dokładnie łączymy go z pianą, pod koniec ubijania dodajemy, ocet, sok z cytryny, musztardę, odrobinę soli, kozieradkę i kurkumę. Powinniśmy otrzymać dość wyrazisty w smaku majonez o lekkiej konsystencji i ładnej żółtej barwie.
Ziemniaki przeciskamy przez praskę, doprawiamy sokiem z limonki i ostrym sosem (według uznania) i dokładnie mieszamy z sokiem z buraczków, aby uzyskać ładny różowy kolor. 
Groszek (kilka ziarenek zostawiamy do dekoracji) blendujemy ze smaczliwką na gładkie zielone puree w razie potrzeby trochę doprawiamy solą. 
Quinoę i osobno soczewicę mieszamy z majonezem (po 2-3 łyżki powinno starczyć). 
Tak przygotowane składniki układamy warstwami w słoiczkach (porcje powinna starczyć na 2 średnie słoikach). Warstwa ziemniaków, warstwa soczewicy w majonezie, warstwa puree z groszku i smaczliwki, warstwa czerwonej quinoy z majonezem i na koniec znów warstwa ziemniaków. 
Wierzch przystrajamy mini marchewkami, szczypiorkiem, oliwkami i zielonym groszkiem.
Smacznego :)

niedziela, 19 marca 2017

Przegrzebki z czarną quinoą i orzeźwiającą, zieloną pianką z aquafaby

Muszę się Wam pożalić. Robiłam sobie ostatnio najspokojniej w świecie zakupy, chodziłam sobie niemrawo między półkami, oglądałam, wybierałam, aż tu nagle, na dziale rybnym zostałam brutalnie zaatakowana. Przez nie, leżały sobie świeżutkie, takie widać, ze dopiero przywiezione, że może rano jeszcze żyły, patrzyły na mnie i roztaczały dookoła ten swój blask, tą biel...
Zerknęłam na cenę, obróciłam się na pięcie i postanowiłam dzielnie iść przed siebie, ale ciągle je miałam przed oczami. Liczyłam na to, że może znajdę o połowę tańsze na dziale z mrożonkami, ale nie. Przekalkulowałam sobie w głowie, a środki trochę nadszarpnięte, za tydzień planowane wakacje (tam na pewno mają je w "normalnej" cenie myślę sobie). Nie wytrzymałam podeszłam do lady i poprosiłam o 3 sztuki, a później nie patrząc na białą karteczkę, pomaszerowałam dziarsko do kasy. Tak oto pierwszy raz w Polsce kupiłam przegrzebki, w złodziejskiej cenie i czułam się winna słabości i podle okradziona, oczywiście tylko dopóki ich nie zjadłam (jedno maleństwo zostawiłam domownikowi, nie żebym się sama obżerała, miałam dobre serce. Docenił, ale trochę się ze mnie śmiał). 
Co tam we wtorek lecę do Hiszpanii i tam będę je jeść codziennie, aż mi zbrzydną i jeszcze się będę cieszyć, że zaoszczędziłam na jedzeniu, bo takie tanie (żal hehehe).
No to podaję przepis na 2 porcje, na bogato.

Składniki:

1 szklanka ugotowanej czarnej quinoy
6 przegrzebków
100 ml aquafaby
pół łyżki otartej skórki z cytryny
1 łyżeczka zielonej herbaty matcha
kilka listków świeżej melisy
1 łyżka siekanego szczypiorku
2 łyżki klarowanego masła
sól

Wykonanie:

Aquafabę ubijamy na gęstą pianę, pod koniec ubijania dodajemy skórkę z cytryny, drobno posiekane liście melisy i matchę. 
Przegrzebki osuszamy delikatnie ręcznikiem solimy i smażymy na dobrze rozgrzanym maśle z każdej strony mniej więcej po półtorej minuty (moje były dość duże), powinny się zrumienić z obu stron. 
Na talerzu układamy quinoę, po drugiej stronie zieloną piankę, na środku przegrzebki, wszystko posypujemy szczypiorkiem i płaczemy, że tak mało ;) 


 

czwartek, 16 marca 2017

Peruwiańska causa po mojemu

   Zapowiada się ochłodzenie, wiosna nie chce się rozkręcić, więc zastanawiałam się ostatnio ile czasu w moim życiu spędziłam w gorącym Peru. Podliczyłam wszystkie wyjazdy i okazało się, że 2 lata. Chyba już zawsze będę trochę z tym krajem związana, pod różnymi względami, ale tak na co dzień najbardziej widać to w kuchni. 
   Gdy jestem w Peru po miesiącu narzekam, że brakuje mi polskiego jedzenia i zaczynam się rozglądać za jakimś dużym słojem, żeby ukisić kapustę. W Polsce tęsknię, co jakiś czas do tamtejszych smaków, szczególnie owoców morza i mojego ukochanego ceviche, albo do rocoto relleno - nadziewanej mięsem i zapiekanej ostrej papryki, typowej dla regionu Arequipy. Jednym z moich ulubionych i najczęściej odtwarzanych przepisów jest peruwiańska causa, zwana też causą limeńską (od stolicy Peru - Limy). 
W oryginale jest to danie przygotowywane ze specjalnej odmiany żółtych ziemniaków - papa amarilla, rozgniecionych na gładką masę i doprawionych ostrą żółta papryką aji oraz sokiem z limonki. 
   Ziemniaczane warstwy przekłada się plastrami smaczliwki (awokado) i najczęściej tuńczykiem, krewetkami, lub mięsem kurczaka, pomieszanymi z majonezem. Niekiedy dodaje się też jajko ugotowane na twardo. Causę można przygotować w jednej dużej prostokątnej formie i kroić na kawałki (jak ciasto), ale w restauracjach często podaje się ją ułożoną w małych foremkach, jest to bardziej pracochłonne, jednak efekt wizualny jest dużo ładniejszy. Wierzch dania obowiązkowo  ozdabia się, najczęściej oliwkami i kawałkami ugotowanego jajka, czasem ogonem krewetki.  
   Sporym problem jest dokładne odwzorowanie smaków ze względu na brak dostępu w Polsce do peruwiańskich lokalnych składników. Raczej graniczy z cudem kupienie papa amarilla, ostrą paprykę aji zastępuję inną, na przykład pepperoni, albo habanero, a dostępne u nas limonki też niestety różnią się smakiem od tamtejszych. Od czego jest jednak wyobraźnia? 
  Akurat przygotowywanie causy to doskonałe pole do popisu, jeśli chodzi o eksperymentowanie i łączenie różnych składników, zresztą sami Peruwiańczycy też tak robią i urozmaicają to danie. 
Ja bardzo lubię bawić się kolorami, więc ziemniaczaną masę połączyłam z kurkumą, zielonym groszkiem i marchewką, żeby nadać daniu wesołych barw. Użyłam sprawdzonego mrożonego groszku Hortex i mini marchewek z tej samej firmy, można ich też użyć do dekoracji dania, wyglądają słodko ;) Zamiast aji dodałam żółtą papryczkę pepperoni, a limonki zastąpiłam cytrynami.
Majonez zabarwiłam sokiem z kiszonych buraków, bo akurat stoją u mnie na stole w słoju, więc mnie podkusiło i dobrze ;). Nie mogło zabraknąć quinoy, tym razem czarnej, bardzo fajnie przełamuje kremową konsystencję dania. Moja causa zawiera też warstwę smaczliwki i krewetki koktajlowe obgotowane wcześniej i zamarynowane w soku z rubinowych grejpfrutów. Ozdobiłam ją czarnymi oliwkami, jajkiem, ale nie w klasycznej wersji, bo uznałam, że dużo ładniejsze będą sadzone jajka przepiórek, kiełkami rzodkiewki, zielonym pieprzem i paroma innym składnikami, które znajdziecie na liście poniżej. 
Nie ukrywam, że danie w proponowanej przeze mnie wersji jest bardzo pracochłonne, ale jeśli lubicie kulinarne wyzwania to podaję przepis na 5-6 porcji i życzę udanej zabawy w kuchni. 

Składniki:

1 szklanka ugotowanej czarnej quinoy
1 szklanka krewetek koktajlowych
1 smaczliwka
600 gram ziemniaków
2 łyżeczki kurkumy
7 - 8 łyżek majonezu 
1 łyżka soku z kiszonych buraczków
2 cytryny
1 żółta papryczka pepperoni
8 - 10 czarnych oliwek
5 - 6 przepiórczych jaj
pół łyżki klarowanego masła
1 łyżka zielonego pieprzu w zalewie
kilka ostrych papryczek konserwowych aji charapita (opcjonalnie)
garść kiełków rzodkiewki
kilka świeżych listków kolendry i bazylii (opcjonalnie)
sól
Wykonanie:

   Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie. W ten sam sposób w osobnym garnku gotujemy marchewkę, groszek przyrządzamy na parze (jeśli nie macie takiej możliwości można ugotować w osolonej wodzie). 
   W międzyczasie papryczkę pepperoni pozbawiamy pestek i zaparzamy przez 5 minut wrzątkiem (jeśli się da zdejmujemy z niej skórkę, jeśli nie to wystarczy dobry blender). Kroimy na kawałki i dokładnie blendujemy z sokiem wyciśniętym z dwóch cytryn (koniecznie bez pestek).
   Gdy marchewka i groszek są miękkie, odcedzamy je i przelewamy zimną wodą, a następnie każde osobno dokładnie blendujemy na gładką masę, dodając wcześniej do warzyw po dwie łyżki soku cytrynowego z ostrą papryką. Do puree groszkowego proponuję dodatkowo dolać 2 łyżki wody, bo jest ono dość zwarte. Warto zostawić kilka marchewek do ozdoby.
   Ziemniaki odcedzamy i przeciskamy przez praskę, lub starannie rozgniatamy tłuczkiem do ziemniaków. Dodajemy do nich resztę soku z cytryny z papryką, 2 łyżeczki kurkumy i mieszamy aż kolor będzie jednolity. 
   Masę ziemniaczaną dzielimy na pół. Do jednej połowy dodajemy kilka łyżek wody i mieszamy, dzięki temu masa będzie bardziej plastyczna, przekładamy tą część do osobnej miski. Pozostałe ziemniaki dzielimy na trzy równe części, jedną mieszamy z puree z groszku. Dwie pozostałe z puree z marchewki (ma ona luźniejszą konsystencje, więc wymaga więcej ziemniaków, żeby masa nie była zbyt miękka). W razie potrzeby doprawiamy solą i zostawiamy do przestygnięcia.
   Krewetki obgotowujemy przez kilka minut, a następnie zalewamy sokiem z grejpfrutów i odstawiamy na minimum pół godziny. Majonez mieszamy z sokiem z kiszonych buraczków, aby nadać mu ładny różowy odcień. Quinoę łączymy z jedną, lub dwiema łyżkami majonezu, ważne żeby dać go tyle, aby quinoa nie była zbyt luźna (dobrze gdy majonez jest dość gęsty a ziarenka dobrze odsączone z wody).
   Przygotowujemy składniki, którymi ozdobimy causy i smażymy przepiórcze jaja na klarowanym maśle. Krewetki odsączamy i osuszamy papierowym ręcznikiem, a następnie mieszamy z majonezem, kilka sztuk można zostawić do ozdoby.
   Gdy masy z ziemniaków i warzyw są już zimne, a pozostałe składniki gotowe, nakładamy je starannie warstwami do metalowych foremek. Kolejność dowolna, ale zasada jest taka, że pierwszą i ostatnią warstwę stanowi puree, a pomiędzy nimi znajdują się warstwy krewetek i quinoy oraz smaczliwki. Jeśli nie macie foremek, nic straconego, możecie przygotować causę w naczyniu żaroodpornym i pokroić na kawałki jak ciasto, albo zrobić ją w szklankach. Myślę, że tak też będzie ładnie wyglądać.
Podaję jedną przykładową wersję:
 
   Na dnie foremki układamy żółtą warstwę ziemniaczaną z kurkumą, na niej plastry smaczliwki, na nich krewetki w majonezie, następnie puree pomarańczowe z ziemniaków i marchewki, wygładzamy je i układamy warstwę czarnej quinoy w majonezie, na koniec puree z ziemniaków i groszku, starannie je wyrównujemy i delikatnie usuwamy  foremkę. Pozostaje już tylko przełożyć causę na talerz, podkładkę, lub tacę i ozdobić. 
   Dekorujemy układając na wierzchu sadzone jajko, jedną, lub dwie czarne oliwki, krewetkę koktajlową, mini marchewkę, plasterki smaczliwki, kiełki rzodkiewki, zielony pieprz i aji charapita (jeśli nie macie może być inna miniaturowa papryczka, albo plasterek pepperoni), można dodać świeże listki ziół, ja miałam akurat bazylię i kolendrę. 
Przygotowane w ten sposób causy można podawać na stół, życzę smacznego :)

wtorek, 14 marca 2017

Bulion z quinoą, yamabushi, nameko i kiełkami kozieradki

Jak każdy chory na celiakię muszę dbać o regenerację jelit, mam więc zalecone picie wolno warzonego bulionu na kościach. Robię go raz w tygodniu i czasami go sobie urozmaicam różnymi dodatkami tak ja dziś. Właściciele wolnowarów mają ułatwione zadanie, ja przygotowuję mój wywar w tradycyjny sposób. 
Kilogram kości cielęcych wkładam do dużego garnka, dodaję trochę włoszczyzny, ulubione przyprawy i włączam na najmniejszy gaz na kilkanaście godzin, czasem nawet na dwadzieścia. Wywar nie powinien się gotować, dobrze jest  utrzymywać temperaturę nieco poniżej 100 stopni. Bulion zredukuje się o połowę, jeśli odparuje za dużo można dolać trochę wody. Na koniec go solimy i przecedzamy przez sito. Taki bulion starcza mi na kilka dni. 
A teraz już właściwy przepis na dwie porcje tej pysznej zupki!

Składniki:

1 i 1/2 szklanki ugotowanej białej quinoy
600 ml bulionu z kości cielęcych
100 gram yamabushi (soplówka jeżowata)
100 gram łuskwiaka nameko
garść kiełków kozieradki
3 łyżki klarowanego masła
pieprz
sól

Wykonanie:

Grzyby oczyszczamy, dzielimy na mniejsze porcje, delikatnie solimy i smażymy na klarowanym maśle. Umieszczamy je w miseczkach razem z quinoą i kiełkami i zalewamy gorącym bulionem, który doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem. Smacznego :)


niedziela, 12 marca 2017

Dwa zdrowe puddingi w kokosowych miseczkach

Dziś niedziela, więc pora się trochę porozpieszczać jakimś pysznym deserem. Obowiązkowo zdrowym, bo jak wiecie nie uznaję pustych kalorii. W dodatku deser uszczęśliwi wszystkich, którzy nie mogą spożywać glutenu i laktozy, stronią od białego cukru, lub są weganami. 
Deser składa się z dwóch różnych puddingów umieszczonych w miseczkach ze świeżego kokosa i podanych z dodatkami - owocami, nasionami chia i rodzynkami. 
Pudding w kolorze liliowym przygotowałam na bazie nasion szałwii hiszpańskiej (chia) i mleka kokosowego, z dodatkiem soku wiśniowego i buraczanego (sok z buraczków nadaje bardzo ładną barwę)
Drugi, w kolorze kremowym, to pudding marcepanowy z quinoy i migdałów, słodzony łyżką miodu (lub w wersji wegańskiej ksylitolem/ syropem z agawy/ innym zamiennikiem) z dodatkiem wody różanej, odrobiny amaretto, przyprawiony bobem tonka. Jeśli nie macie likieru amaretto, lub nie chcecie go używać, dodajcie trochę więcej bobu tonka, jeśli z kolei nie macie tego składnika, możecie użyć trochę więcej amaretto i odrobinę wanilii. 
Dekoracją, a jednocześnie częścią deseru są kawałki świeżego kokosa, maliny, plasterki kiwi, rodzynki i nasiona chia. 
Słodycze nie muszą być szkodliwe i bezwartościowe dla naszego organizmu, ten deser zawiera zdrowe tłuszcze, błonnik, witaminy i aminokwasy egzogenne, możecie go jeść bez wyrzutów sumienia ;) Podaję przepis na 4 porcje.

Składniki:

2/3 szklanki ugotowanej białej quinoy
40 gram migdałów
3 łyżki wody różanej
1 łyżka miodu (lub w wersji wegańskiej ksylitolu/syropu z agawy)
1/3 ziarenka bobu tonka
1 łyżeczka likieru amaretto
2 łyżki nasion chia
150 ml mleka kokosowego
40 ml 100% soku z wiśni
10 ml soku z kiszonych buraków
garść rodzynek
1 łyżka nasion chia (do posypania)
kilka malin
2 plasterki kiwi
2 małe kokosy

Wykonanie:

Nasiona chia moczymy przez noc w mleku kokosowym, wcześniej należy je kilka razy dobrze wymieszać. Rano dodajemy do nich sok wiśniowy, mieszamy i odstawiamy na kolejne parę godzin, przed samym podaniem mieszamy z odrobiną soku z kiszonych buraczków. 
W kokosach robimy dziurkę, aby odlać wodę kokosową (zostawiamy ją, przyda się do puddingu marcepanowego). Następnie przy pomocy noża z piłką (lub innego tego rodzaju przyrządu) nacinamy rowek przez środek, na całym obwodzie kokosów, dzięki temu, gdy w nie uderzymy przepołowią się tak, że uzyskamy dwie równe części - miseczki. Odkrawamy z brzegu kilka plasterków świeżej kopry kokosowej (przyda się do dekoracji i do zaklejenia dziurek w miseczkach, które powstały przy odlewaniu wody z kokosów).
Migdały, gdy jest taka potrzeba blanszujemy, a następnie osuszamy i mielimy na mąkę, żeby było łatwiej można też użyć płatków migdałowych. Mąkę z migdałów mieszamy z ugotowaną i ostudzoną quinoą, miodem, wodą różaną, likierem amaretto i startym na tarce bobem tonka. Blendujemy na gładką masę, jeśli w trakcie okaże się, że masa jest zbyt gęsta dolewamy stopniowo po łyżce wody kokosowej, aż do uzyskania konsystencji puddingu. 
Jedną połowę miseczki wypełniamy masą marcepanową z quinoy i migdałów, drugą puddingiem z chia, każdą porcję ozdabiamy plasterkami kokosa, rodzynkami, nasionami chia i owocami. 
Tak przygotowane desery możemy podawać na stół, warto też wcześniej pomyśleć o podstawkach, żeby miseczki się nie przewracały, ja użyłam pierścieni do serwetek ;) Smacznego!